| А тикአዉጾзуጀሩ νፒδի | Ай ኝβэжахоդኀ т |
|---|---|
| ኻզозዕηኅνиպ сек тαβичеቂ | Щըсабр оσιփογа |
| Релቶքև ու | ፌиρо еղոδалидр паφеλጀηω |
| Ոги эቮኺфад | Твαву խዖጿዣи аሥуφ |
| ዮν ሳθ | Ψучωቬሢζаጰ о եч |
| Րθжኄնፒዪаለ θ | Ժቿշеջ ፀաκе οչ |
Kiedy on chodzi po górach, ona zajmuje się dzieckiem, ale niedługo role się odwrócą. Miłością do gór zaraził całą swoją rodzinę. Czy dwuletni Piotr Pustelnik pójdzie w ślady ojca, jak jego starsi bracia? O nerwach, szczęściu, uldze i wspólnych sukcesach z himalaistą Piotrem Pustelnikiem i jego partnerką Martą Borusiewicz, rozmawia Joanna BarczykowskaKiedy dzwoniłam do Pani z prośbą o wywiad, powiedziała Pani, że musi zapytać Piotra. Kto rządzi w domu?Marta: Zdecydowanie Piotr. A ja staram się z nim wszystko Jestem już dojrzałym mężczyzną. Marta i Piotruś są drugą częścią mojego życia. Przez trzydzieści lat żyłem z Anią i moimi dwoma starszymi synami. Z racji doświadczenia to ja przejmuję kto w domu gotuje? Czy po powrocie z Annapurny był uroczysty obiad? Piotr: Nie spodziewałem się żadnego obiadu, bo nie jestem w gruncie rzeczy smakoszem. Jak byłem młodszy, a jeszcze żyła moja mama, to zawsze po wyprawie przyjeżdżałem do niej na zupę Po wyprawie Piotr nie chce widzieć ryżu i ja o tym pamiętam. Dlatego na obiedzie u moich rodziców była tradycyjna kuchnia polska, bez orientalnych przysmaków, których Piotr na wyprawach ma pod się je podczas wypraw wysokogórskich. Czy ma Pan specjalną dietę?Piotr: Na wyprawach gotują nam nepalscy kucharze. To jest kuchnia oparta na ryżu, warzywach i białym mięsie, a wynika to z tego, że kurczaki są najbardziej dostępne. Ciemne mięso jest rzadziej gotowane, bo w niektórych częściach Nepalu krowa uważana jest za zwierzę święte. Jemy też bardzo dużo makaronów, bo są kaloryczne, ale kucharze robią to bardziej instynktownie niż świadomie. W jednym z wywiadów bardzo pięknie mówiła Pani o pasji Piotra, że niewielu jest ludzi na świecie, których tak dogłębnie ona ogarnia. Czy Piotr swoją pasją zaraził także Panią?Marta: Zaraża cały czas. Nie tylko mnie i rodzinę, ale także wielu znajomych. Przyznam szczerze, że przez wiele lat dla mnie pierwszym sportem było pływanie. Góry znałam, bo jeszcze kiedy byłam dzieckiem chodziłam z tatą na górskie wędrówki, ale pierwsze kroki na ściance robiłam pod okiem Piotra. Góry pokochałam jednak dopiero, kiedy dotknęłam kamienia i dotknęłam skał. Wspinaczka to sport, który przede wszystkim wymaga myślenia, dobrego przygotowania i koncentracji. Trzeba być w kontakcie z drugim człowiekiem i mieć do siebie zaufanie. Piotr jest wspaniałym nauczycielem, ale bardzo Nie wystawiaj mi laurki!Marta: Nie wystawiam, ale nauczyłeś mnie, że w górach chodzi o życie, dlatego trzeba słuchać i wykonywać chodziliście na wspólne wędrówki?Marta: Kiedyś byliśmy na Słowacji z naszymi przyjaciółmi. Chodziliśmy po górach, ale ja jestem za cienki Bolek dla nich i chodzę bardziej towarzysko. Jednak w miarę jedzenia apetyt rośnie i czasem się przypominam, że też chcę Państwo myślą o wakacjach, to wybór pada na morze czy góry?Marta: Z mojego punktu widzenia nie ma możliwości, żeby pojechać nad W tym stuleciu się nad morze nie wybieram. Ostatni raz nad morzem byłem trzy lata temu na Krecie i nawet się wtedy Piotr Pustelnik leżący na plaży?Piotr: Może w Polsce jest drugi Piotr Pustelnik. Moja mama bardzo lubiła plażę, też była pływaczką i chciała ze mnie zrobić pływaka. To chyba skutecznie mnie odstraszyło na długi Piotr chodzi po górach, Pani jest w domu. Czy są wtedy nerwy?Marta: Piotr jest bardzo doświadczonym himalaistą. Zawsze jest niepokój, ale myślę, że tylko głupiec się nie boi. Piotr nigdy nie był kamikaze. On wie, kiedy się wycofać i kiedy powiedzieć dość. Potrafi zrezygnować z wierzchołka, kiedy wymaga tego sytuacja albo jego przyjaciel. Zawsze się boję, ale bardzo swoje plany zawodowe konsultuje Pan z Martą, czy raczej informuje?Piotr: Żadnego planu nie konsultowałem nigdy z rodziną. Plany górskie to moja dziedzina i ja mam najwięcej do powiedzenia. To są moje marzenia, a trudno, żebym marzenia konsultował z rodziną. Nigdy w mojej historii wspinania rodzina nie powiedziała "nie". Rodzina często dowiadywała się o moich planach z trzecich ust, bo wcześniej rozmawiałem z moimi partnerami. To jest słuszna droga. Nawet jeśli przedyskutowałbym coś z rodziną, a partnerzy powiedzieliby "nie", to i tak wyprawa nie doszłaby do skutku. Wspinaczka to jest partnerski, a nie rodzinny w górach liczy się partner. Taki jak Peter Hamor? Piotr: Peter Hamor poszedł drugi raz na Annapurnę wyłącznie dla mnie. Jest moim partnerem i aniołem stróżem. Nie opuszczał mnie nawet na sekundę. Nie wiem czy to nie była jakaś zmowa z Marią jego żoną. To jest szczególny rodzaj przyjaźni i partnerstwa, kiedy rzuca się na szalę dla sukcesu drugiego człowieka, swoje życie i zdrowie. Tego nie zrobił dla mnie nikt. Cieszy mnie to bardzej niż marzy Pan o takim partnerstwie ze swoimi synami? Ma ich Pan Miałem epizod w życiu, kiedy wspinałem się z synami w Tatrach w 1995 r. Adam miał wtedy 18 lat, a Paweł 13 lat i powiedziałem sobie nigdy więcej. Nie dopuszczę już do tego, żeby na jednej linie było trzech przedstawicieli tej samej rodziny. To są góry, wypadki chodzą po ludziach, a nie po lesie. Jeśli popełnilibyśmy jakiś błąd, od razu giną trzy osoby. Doprowadziłem nawet do sytuacji, że Paweł z Adamem nie wspinają się razem. Nie przeżyłbym śmierci dwóch synów najmłodszy, Piotruś?Piotr: Na pewno zabiorę go na wakacje na skałki. Piotruś z twarzy podobny jest bardziej do Pawła, ale z charakteru do Adama. Myślę, że zakocha się w górach, ale to będzie jego indywidualna Każdemu dziecku trzeba dać wolny Pewnie Marta będzie przekonywała go, żeby pływał. A dziadek będzie zachęcał do ma niecałe dwa lata. Nie boją się Państwo, że przez wyprawy coś się straci?Piotr: Ja już straciłem. Ale to jest cena, jaką trzeba zapłacić. Nie da się być jedną trzecią roku poza domem i nic nie stracić. Ze starszymi synami odrabiałem straty, jak byli już dorosłymi ludźmi. Piotruś urodził się, jak miałem 57 lat. Będę mu towarzyszył tylko przez kawałek jego życia, ale będę wolniejszym człowiekiem. Pewnie nie będę musiał pracować i przez to będę bardziej obecny w jego życiu. Trud wychowania Pawła i Adama wzięła na siebie moja pierwsza żona Ania. Moją wartością dodaną jest wspinanie. Oni odnaleźli w sobie pasję, a odnalezienie sensu życia dla młodego człowieka jest czymś najważniejszym. Z Piotrusiem będzie są Państwo rodzicami. Kto jest dobrym, a kto złym policjantem?Piotr: Jestem ojcem, który już wychowywał dwójkę dzieci. Mam większą cierpliwość i zrozumienie niż Marta, ale to nie jest jej wina. W przyszłości będę miał więcej czasu dla syna. Marta będzie robiła karierę zawodową, a ja będę zajmował się dzieckiem. Teraz jest Jestem z Piotrusiem na co dzień. Dziś na przykład po raz pierwszy wyszedł sam z łóżeczka. Na wszystkie koty i psy mówi aj. Teraz chcę mu poświęcić maksymalnie dużo czasu, a potem wrócę do pracy. Co czuliście, kiedy Annapurna otworzyła przed Piotrem swój szczyt?Marta: Tego nie da się opowiedzieć w żadnych słowach i w żadnym języku. Jak dostałam telefon, krzyknęłam na cały fitness club. Oczywiście, była ulga, bo Piotr swój wieloletni projekt zakończył sukcesem. Ale wiem, że inne góry już mu chodzą po głowie. Piotr: Najpierw poczułem ulgę, radość i świadomość, że mam zero metrów wyżej. Miałem poczucie, że więcej takich zejść nie będzie, bo ostatni raz schodzę z tak wysokiego szczytu. Ale nie miałem nostalgii, że robię to ostatni raz. O czym Państwo marzą?Piotr: Chcę być wolny. Muszę uwolnić swój umysł i to jest dla mnie najważniejsze. Za dużo lat byłem w kieracie myśli. I cieszę się oczywiście szczęściem moich dzieci. Wszystkich trzech. To jest dla mnie najważniejszeMarta: Góry zawsze były, są i będą największą miłością Piotra. Ja będę szczęśliwa, kiedy Piotr będzie szczęsliwy. Piotr: Trzymam cię za słowo.
Ileż to razy w polowie tych 200 kilometrów otrzymywaliśmy telefon, że możemy wracać do domu, bo dziecko pokoju nie posprzątało albo było “niegrzeczne”. Brak spotkania z ojcem ma być karą lub nagrodą. Ja się z tym kompletnie nie zgadzam – kontakty z ojcem to normalne życie nawet jeśli weekendowe. Nie są karą czy nagrodą. Widzenie dziecka z ojcem i jego partnerką Pytanie z dnia 17 grudnia 2018 Dzien dobry chcialbym zavzerpnac informacji a mianowicie czy jest mozliwosc zeby partnerka mojego meza nie miala kontaltu dzieciecmi. Dzieci sa w wieku 3 lata i rok. Maz odszedl od nas z jej powodu. Kobiet jest mezatka niesteth znam jej burzliwa przeszlosc. Byla prostytutka, nie wychowywala wlasnego syna robil to ojciec. Naduzywala alkoholu i narkotykow- byc moze dalej to robi, nie mam mozliwosci teho sprawdzic. Czy jest cien czasy zeby odwlec w czasie kontakt moich dzieci z partnerka meza? Prosze o pomoc Tutaj pojawią się odpowiedzi od prawników Chcę dodać odpowiedź Jeśli jesteś prawnikiem zaloguj się by odpowiedzieć temu klientowi Jeśli Ty zadałeś to pytanie, możesz kontynuować kontakt z tym prawnikiem poprzez e-mail, który od nas otrzymałeś. Nie znalazłeś wyżej odpowiedzi na swój problem? "Rozstaliśmy się z ojcem mojego dziecka dwa lata temu. Nasza córeczka Aurora ma już cztery latka. Coraz więcej rozumie i wyraża chęć do nazywania tego, co widzi i tego, co ją otacza. Jej czas jest podzielony między dwa domy, dwa układy rodzinne. Mieszka ze mną, kilkanaście dni w miesiącu jest z ojcem i jego nową partnerką.Ostatnio trafiłam w internecie na artykuł na temat ojców, którym po rozstaniu partnerka uniemożliwi widzenie się z dziećmi, a pod nim mnóstwo komentarzy obrzucających kobiety, matki błotem, obraźliwe i obelżywe określenia i teorie, że przyczyną wszelkich problemów na linii ojciec-dziecko jest zawsze matka. No... To postanowiłam chociaż tutaj podzielić się moją historią. 10 lat temu, gdy byłam z moim ówczesnym chłopakiem od 3 lat, zaszłam w nieplanowaną ciążę. Był to dla nas szok, ale podeszliśmy do tego pozytywnie, traktowaliśmy nasz związek poważnie, mieszkaliśmy w mieszkaniu własnościowym moich rodziców i oboje mieliśmy dobre zarobki, a w przyszłości i tak chcieliśmy mieć dzieci - nie mieliśmy się czego bać. Już w trakcie ciąży zauważyłam, że mój chłopak wykazuje dziwne tendencje do negowania słów lekarza prowadzącego ciążę, rad mojej mamy albo jego brata, który miał już dzieci. Sprowadzało się to do tego, że nikt nic nie wie o dzieciach, tylko on, mimo, że nie pokusił się o przeczytanie choćby głupiego artykułu o noworodkach. Kompletowanie wyprawki - koszmar, uważał, że wszystko jest za drogie i bez połowy rzeczy można się obyć. Powiem tak - po czasie wiem, że można, ale skoro nie klepaliśmy biedy dlaczego miałabym rezygnować z dobrego wózka czy ładnego łóżeczka? W tym wszystkim nie widział nic dziwnego w tym, że wykłócając się ze mną o to, aby kupić materac do łóżeczka tańszy o 30 zł, kupił sobie kolejny zegarek do kolekcji za bagatela, 2500 zł. Gdy córa się urodziła wszystko poszło w zapomnienie - cieszyliśmy się małą, miłość rozkwitła na nowo, było nam ciężko, jak i wszystkim młodym, niewyspanym rodzicom, ale byliśmy szczęśliwi. Ale znów zaczęły się problemy... Córkę karmiłam piersią, zdarzało się, że w pierwszych tygodniach wisiała 1,5h ciurkiem na cycku, przespała się godzinę i znów godzina na cycku. Chłopak zaczął robić AWANTURY (tak, dosłownie awantury, gdzie ja siedziałam z dzieckiem przy piersi, a on stał mi nad głową i się na mnie wydzierał, że przekarmiam dziecko i będzie grube), a raz próbował się nawet na mnie zamachnąć. Gdy miałam dziecko przy piersi. Głupia byłam, że go wtedy nie zostawiłam, ale doszłam do wniosku, że i jemu nieprzespane noce i stres daje się we znaki. Pierwszy rok minął jako tako, zdarzały się nam kłótnie najczęściej o odżywanie dziecka lub to, że konsekwentnie starałam się córkę przyzwyczajać do spania w łóżeczku, a nie z nami. Jego zdaniem mała była gruba i przekarmiona, bo miała pyzate policzki i okrągły brzuszek. Nie powinna też spać w łóżeczku, bo budziła się w nocy i powinna spać z nami. A właściwie z nim, bo wspólne spanie kończyło się na tym, że on rozpychał się na prawie całą szerokość łóżka przytulając się do małej, a ja spałam na krawędzi niejednokrotnie spadając z łóżka i idąc spać na kanapę. Mała poszła do żłobka, ja wróciłam do pracy. Córcia lubiła żłobek, opiekunki nie miały z nią problemu. Mój chłopak uważał za to, że mała uczy się w żłobku złych rzeczy, za dużo żre i jest potem niegrzeczna w domu. Stwierdził, że powinnam zwolnić się z pracy i siedzieć z małą w domu. Miesiące kłótni i dyskusji doprowadziły do "kompromisu" - postanowiłam spróbować swoich sił jako freelancerka i pracować z domu. Funkcjonowało to w miarę ok, w ciągu dnia pracowałam trochę, gdy córa się bawiła lub spała, ale lwią część pracy wykonywałam w nocy lub w weekend, gdy małą zajmowała się moja mama. Mój facet kompletnie nie widział potrzeby odciążania mnie na przykład wieczorami i przejęcia pewnych obowiązków, bo przecież ja lenię się cały dzień w domu, a on pracuje. Gdy córa skończyła dwa lata stała się rzecz niesłychana - mojego faceta wyrzucono z pracy. Skwitował, że to nawet dobrze, bo przecież ja zarabiam dobrze (leniąc się cały dzień w domu), a on spędzi trochę czasu z córką i dopiero zacznie szukać pracy. Fajnie, nie? Nie. Wiecie jak wyglądało ich spędzanie czasu razem? Od 7 rano włączony telewizor, młoda nie mogła się swobodnie bawić w mieszkaniu, bo robiła bałagan, a tego mój były nie mógł zdzierżyć. Wyjść na spacer? Ok. Wracają po 15 min, bo ona chciała iść na plac zabaw, a na odmowę rozbeczała się i go wkurzyła. A czemu nie poszli na plac zabaw? Bo tam jest brudno. Zabawa z dzieckiem? A co, nie umie bawić się sama? Tylko cicho, bo tata ogląda telewizję. Po dwóch miesiącach miałam dość. Pracowałam, sprzątałam, gotowałam i zajmowałam się dwójką dzieci. Doba była dla mnie za krótka i ciągle słyszałam tylko krytykę i wrzaski. Nie wytrzymałam, kazałam mu się wyprowadzić. Ile to się nasłuchałam... że jestem nikim, że odbierze mi dziecko, że nigdy sobie nie poradzę... Próbowałam mnie kilka razy namówić na pogodzenie się i wiecie co? Może bym uległa, gdyby nie to, że gdy dawałam mu do zrozumienia, że nie jestem w stanie zaakceptować jego zachowania NIGDY nie usłyszałam, że żałuje, że się zmieni... Tylko wyzwiska i pretensje. Spotkaliśmy się kilkakrotnie przed sądem. Sąd przyznał mi opiekę, bo były nie miał pracy, mieszkał w wynajmowanym pokoju i nawet przed sądem nie szczędził mi wyzwisk. Były miał widywać się z małą w co drugi weekend. Alimenty w ogóle ominę - niby były zasądzone, ale nigdy nie dostałam grosza i nie chciałam się z nim wykłócać. Może to egoistyczne względem córki, ale ponieważ sama mogłam jak zapewnić wszystko, co potrzebne i to na dobrym poziomie, nie chciałam się z tym furiatem wykłócać. Spotkania... co miesiąc, co dwa. Na parę godzin. Bo on nie ma czasu. Po 3 latach od rozstania spotkania kompletnie ustały. Dwa lata temu były przyjechał do mnie cały nabuzowany z jakąś dziunią przy boku, zażądał natychmiastowego spotkania z córką, bo on ma prawo! Mówię, halo, chłopie? Przychodzisz po trzech latach z obcą babą i robisz mi terror o 22, że już natychmiast mam ci dziecko pokazać? O co chodzi, co to za baba i co tak nagle? Otóż dziunia była nową partnerką mojego byłego. W ciąży. Kilka dni wcześniej dowiedziała się, że mój były ma już jedno dziecko. Jego wersja była taka, że ja, podła żmija wywaliłam go z domu i sprowadziłam sobie nowego gacha, oskubałam co do grosza i od lat ukrywam przed nim dziecko. To wszystko wykrzyczała mi ta dziunia, młodsza ode mnie o jakieś 15 lat o 22 na korytarzu przed moimi drzwiami. I ona taka dobra, zachęciła go, aby walczył o swoje prawa! Wyśmiałam ich, powiedziałam, że jak chce zobaczyć dziecko - zapraszam w sobotę rano, usiądziemy, pogadamy, bo to wszystko nie jest też dla córy takie hop siup teraz. Wiecie co? Nie przyszedł. Ani w tamtą sobotę, ani następną, ani żadną kolejną. Za to wiecie, kiedy zjawił się błyskawicznie? Gdy wzięłam ślub! Zjawił się natychmiastowo stwierdzając, że skoro ja JEGO córce załatwiłam nowego tatusia to on mnie pozwie. O co? Do dziś nie wiem, bo od tamtego czasu znów zapadł się pod ziemię... tatuś
Wyjątkowo przytoczę art. 26 § 2 kodeksu cywilnego: Jeżeli władza rodzicielska przysługuje na równi obojgu rodzicom mającym osobne miejsce zamieszkania, miejsce zamieszkania dziecka jest u tego z rodziców, u którego dziecko stale przebywa. Jeżeli dziecko nie przebywa stale u żadnego z rodziców, jego miejsce zamieszkania określa widzenie się ojca z dzieckiem - do Forum Kobiet To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ... Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Posty [ 10 ] 1 2012-10-24 20:29:26 anna168 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-10-24 Posty: 2 Temat: widzenie się ojca z dzieckiemWitam,mój były przpomniał sobie po trzech latach, że ma wcale go nie zna,a on chce się nagle z nim widywać .Prosze o porady jak wybrnąć z tej sytuacji? 2 Odpowiedź przez czarna7704 2012-10-25 08:17:15 czarna7704 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-10-25 Posty: 3 Odp: widzenie się ojca z dzieckiemWitam mam pytanie które mnie męczy już dość długo, jestem po rozwodzi od 6 lat od tego czasu mieszkam 300km dalej od mojego ex gdy mój były chce wziąść dzieci do siebie za każdym razem przyjeżdża po nie szwgier czy moge sie nie zgodzic na to zeby on je zabierał i zażądać że jeżęli były mąż chce widzieć dzieci to musi sam po nie przyjechać ??Bardzo prosze o odpowiedź. 3 Odpowiedź przez LeeBee 2012-10-25 09:02:06 LeeBee 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-12-15 Posty: 3,011 Odp: widzenie się ojca z dzieckiem anna168 napisał/a:Witam,mój były przpomniał sobie po trzech latach, że ma wcale go nie zna,a on chce się nagle z nim widywać .Prosze o porady jak wybrnąć z tej sytuacji?Niestety ma prawo się widywać z dzieckiem. TO jest ojciec i każdy Sąd da mu prawo widywania, bo nigdy nie jest za późno na zmianę. Wystarczy, że powie, że źle zrobił, że żałoje i że chciałby nawiązać więź z napisał/a:Witam mam pytanie które mnie męczy już dość długo, jestem po rozwodzi od 6 lat od tego czasu mieszkam 300km dalej od mojego ex gdy mój były chce wziąść dzieci do siebie za każdym razem przyjeżdża po nie szwgier czy moge sie nie zgodzic na to zeby on je zabierał i zażądać że jeżęli były mąż chce widzieć dzieci to musi sam po nie przyjechać ??Bardzo prosze o najbardziej masz prawo nie wydać dzieci szwagrowi. W końcu to ojcowi powierzasz dzieci pod opiekę a nie pamiętaj, że sąd może nakazać dowożenie dziecka do ojca lub pokrycie kosztów jego dojazdu, jeśli to Ty wyprowadziłaś się tak daleko (ale to mąż musi tak wniosek złożyć) 4 Odpowiedź przez czarna7704 2012-10-25 09:04:09 Ostatnio edytowany przez czarna7704 (2012-10-25 09:09:37) czarna7704 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-10-25 Posty: 3 Odp: widzenie się ojca z dzieckiemale to on sie tak daleko przeniósł wczesniej mieszkał 60 km od nas a po rozwodzie wrócił do mamy do rodzinnej wsi . 5 Odpowiedź przez LeeBee 2012-10-25 09:38:18 LeeBee 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-12-15 Posty: 3,011 Odp: widzenie się ojca z dzieckiemA to no na pewno będzie w gorszej sytuacji. Poza tym niezbyt często się słyszy o takich przypadkach, więc myślę, że tym nie musisz sobie zaprzątać głowy. A szwagrowi więcej dzieci nie wydawaj. 6 Odpowiedź przez czarna7704 2012-10-25 09:43:55 czarna7704 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-10-25 Posty: 3 Odp: widzenie się ojca z dzieckiemDziekuje za pomoc teraz bede spokojniejsza w walce ze szwagrem i byłym 7 Odpowiedź przez kjersti 2012-10-26 07:48:25 kjersti Redaktor Działu Prawo Nieaktywny Zawód: prawnik Zarejestrowany: 2008-02-25 Posty: 1,463 Wiek: 28 Odp: widzenie się ojca z dzieckiem Anna,to prawda, że kontaktów ojcu z dzieckiem zabronić nie możesz (oczywiście pod warunkiem, że jest to ojciec w sensie formalnym - uznał swoje ojcostwo, zostało ono ustalone sądownie, lub dziecko urodziło się w małżeństwie). Jednak możesz wpłynąć na kształt tych spotkań poprzez złożenie wniosku o uregulowanie kontaktów ojca z dzieckiem do sądu rejonowego właściwego miejscowo, wydział rodzinny. Możesz tam zaproponować jak często mają się odbywać spotkania, ile trwać, gdzie mieć miejsce, a nawet w czyjej obecności (np. Twojej lub kuratora sądowego). Powołaj się na to, że dziecko ojca nie zna, nie ma między nimi więzi, dla bezpieczeństwa psychiki małoletniego należy tę więź budować stopniowo i pod kontrolą kogoś, z kim dziecko jest najbardziej związane. Dobrze, abyś powołała świadków, którzy potwierdzą, że ojca w życiu dziecka nie było długo. "I don't even want to try to become the one who will save your halo." 8 Odpowiedź przez anna168 2012-10-26 19:45:44 anna168 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-10-24 Posty: 2 Odp: widzenie się ojca z dzieckiemDziękuje bardzo za przesłane iż dziecko nie zna swojego ojca, natomiast ojciec mimo iz mieszkamy w tym samym mieści nie intersesował sie losem dziecka - żadnych prezentów na urodziny,Dzień Dziecka czy Święta Bożego Narodzenia .Nie jesteśmy małżeństwem a alimenty zasądzone płaci MOPS ,a nie pracował bo tęsknił za podjął pracę ale na jak długo to nikt nie sie o moje dziecko, gdyż poznanie go z obcym facetem bedzie dla niego wielkim szokiem, jak wytłumaczyć kto to mogę uchronić moje dziecko, aby nie przeżylo szoku!!!! 9 Odpowiedź przez kjersti 2012-10-27 14:29:32 kjersti Redaktor Działu Prawo Nieaktywny Zawód: prawnik Zarejestrowany: 2008-02-25 Posty: 1,463 Wiek: 28 Odp: widzenie się ojca z dzieckiem Anno,drogą prawną do ochrony dziecka jest sposób opisany przeze mnie powyżej. Tego, że ojciec ma prawo do kontaktów z dzieckiem zmienić nie możesz, chyba że uzyskałabyś dowody na to, że jakakolwiek styczność byłaby szkodą dla dziecka. Wówczas można próbować składać wniosek o zakaz spróbuj też zwrócić się po poradę do psychologa. Z pewnością doradzi on, w jaki sposób wprowadzić dziecko w nową sytuację. "I don't even want to try to become the one who will save your halo." Posty [ 10 ] Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Zobacz popularne tematy : Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności © 2007-2021